Jakiś rok temu wspominałam o współlokatorce.Mieszkałyśmy w jednym pokoju.Fajnie było.Do mojego urlopu.Dowiedziałąm sie od lasek ,że Iwona sie wyniosła na inny domek.Później sama mi napisała,że to ze względu na jedną babkę od nas.Jednak od tamtej pory nie rozmawiałyśmy.Jedynie służbowo.Pgodziłąm się w sumie z tym.Teraz jak przyjechałąm to też jesteśmy na jednym domku.Myślałam,że jest ok.Rozmawiałyśmy.śmiałyśmy się i w ogóle tak normalnie było.Do Wczoraj.I.miała urodziny,Siedzieli na dole przy kawie i cieście jak wróciłam z pracy.Oprócz mnie i mojej współlokatorki obecnej wszyscy.Złożyłam zyczenia.Powiedziała "dziękuję" i na tym się skończyło.Przykro.W zeszłym roku latałam ,załatwiałąm prezent.Rano wpadłyśmy z darciem ryja i sto lat.Imprezka była wieczorem kameralna.Nie rozumiem jej.nic nie zrobiłam.Przykro w chuj mi się zrobiło.
Gzie są moi przyjecieleelelelelele?...Gdzie oni są?
EDIT!!!!!!!!!!!!!!!!!
NIE WIEM KTÓRA Z NAS MA RACJĘ.
IWONA UZNAŁA,ŻE OCZYWISTE BĘDZIE,ŻE DOŁĄCZĘ DO TOWARZYSTWA,JA CZEKAŁAM NA "DOŁĄCZ DO NAS/DOŁĄCZYSZ DO NAS,CHO NA CIACHO".
TERAZ JEST WYJAŚNIONE.kWIATEK KUPIONY.CIACHO ZALICZONE;).
A wy jak uważacie?Dołączenie bez zaproszenia było oczywiste?
Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.